Piłkarze Zagłębia przystąpili do meczu bez Manuela Arboledy, który z "niewiadomych" powodów pozostał w Lubinie. Oficjalnie mówi się o tym, że Kolumbijczyk nie pojechał ze względu na problemy rodzinne, jednak mając na uwadze ostatnie wypowiedzi Arboledy dla prasy, nie należałoby się dziwić, gdyby powody jego pozostania w domu były zupełnie inne. Mimo jego braku, linia defensywna Mistrzów Polski w meczu z wiceliderem Orange Ekstraklasy, spisywała się bez zarzutu a piłkarze pokazali, że i bez Arboledy Zagłębie może dobrze grać i wygrywać.
Spotkanie fantastycznie rozpoczęli gospodarze, którzy w pierwszych piętnastu minutach zdominowali boisko i nadawali ton toczącym się na nim wydarzeniom. Efektem świetnej gry Korony był gol zdobyty przez podopiecznych Jacka Zielińskiego w 13 minucie spotkania. Edi Andradina do spółki z Sasinem ograli Sretenovicia oraz Tiago Gomesa, po czym pierwszy z nich ładnym strzałem z 11 metrów nie dał Aleksandrowi Ptakowi najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Sytuacja Sasina nie była pierwszą dogodną okazją do zdobycia gola, jaką wypracowali sobie w tym meczu gospodarze. Kilkadziesiąt sekund wcześniej bardzo groźnie na bramkę lubinian strzelał Kuś, jednak golkiper Zagłębie świetnie wyczuł intencje tego zawodnika i bez trudu chwycił jego mocne uderzenie.
Po stracie gola lubinianie zaczęli niwelować przewagę gospodarzy i wraz z upływem czasu, coraz śmielej atakowali bramkę rywali. Najlepszą okazję na doprowadzenie do remisu miał w 23 minucie Szymon Pawłowski, jednak młody zawodnik będąc w sytuacji sam na sam z Mielcarzem przegrał pojedynek z golkiperem Korony. Dziesięć minut później ten sam Mielcarz nie zdołał już powstrzymać Pawłowskiego. Nasz piłkarz po podaniu od Macieja Iwańskiego ponownie znalazł się w sytuacji sam na sam, lecz tym razem nie dał bramkarzowi najmniejszych szans, doprowadzając do wyrównania. Końcówka pierwszej części meczu należała do podopiecznych Rafała Ulatowskiego, którzy przy odrobinie szczęścia mogli pokusić się o zdobycia drugiego gola.
To, co lubinianom nie udało się przed przerwą, powiodło się 120 sekund po wznowieniu drugiej części spotkania. 18 metrów od bramki Macieja Mielcarza faulowany był Rui Miguel. Piłkę w miejscu wyznaczonym przez arbitra ustawił sobie Maciej Iwański a następnie pięknym strzałem nad murem umieścił ją w okienku kieleckiej bramki. Strzał Iwańskiego na tyle zaskoczył Mielcarza, że ten nawet nie zrobił ruchu w kierunku lecącej piłki.
Po zdobyciu gola lubinianie cofnęli się na własną połowę broniąc korzystnego rezultatu. Bardzo mądra i uważna gra mistrzów Polski mocno dała się we znaki gospodarzom, którzy wraz z upływem czasu grali coraz bardziej nieporadnie i nerwowo. Warto zauważyć, że dzięki dobrze spisującej się defensywie Zagłębia, piłkarze Korony nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Aleksandra Ptaka w drugiej części meczu.
W końcówce spotkania w rolach głównych wystąpił Dawid Plizga, który w 76 minucie zmienił na placu gry zmęczonego Szymona Pawłowskiego. Filigranowy napastnik mistrzów Polski trzykrotnie znalazł się w świetnych sytuacjach pod bramką Korony, z czego dwa razy wpisał się na listę strzelców. Po raz pierwszy Plizga pokonał Mielcarza w 81 minucie - po podaniu rozgrywającego świetny mecz Macieja Iwańskiego. Będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy Plizga płaskim strzałem skierował piłkę do siatki. Swojego drugiego gola powracający po kontuzji Plizga zdobył na 60 sekund przed zakończeniem regulaminowego czasu gry. Tym razem dokładnym podaniem „obsłużył” go Goliński, a Plizdze nie pozostało nic innego jak po raz kolejny umieścić piłkę w siatce.
O tym jak zacięte i emocjonujące to było spotkanie może świadczyć fakt, że gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę. W 83 minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną, zobaczył kapitan Korony - Hermes. W tym samym czasie z ławki trenerskiej został usunięty szkoleniowiec złocisto–krwistych - Jacek Zieliński. Nie obyło się także bez kartki dla Vidasa Alunderisa, który pomimo tego, że całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych, został ukarany żółtym kartonikiem za dyskusję z arbitrem spotkania.